Warsztaty w Augustowie 25-27 Września

Dziś opowiemy Wam o tym, że życie lubi zaskakiwać i choć brzmi to jak banał, to posłuchajcie.
Zacząć by można od: dawno, dawno temu, czyli gdzieś w Lutym, wpadł mi w przeglądarce banerek z konkursem Sagi. Pomyślałam, że pewnie chodzi o herbatę... Zdziwiłam się bardzo, gdy okazało się po obejrzeniu filmiku reklamowego, że to jest papier do pieczenia, gotowania i w ogóle szerokiego zastosowania w kuchni. Filmik, opowiadał jakie cuda można wyczarować mając kawałek tego papieru w kuchni. :)
Postanowiłam wziąć udział w konkursie, jak to mówią "próba nie strzelba" i na stronie www.natoobe.pl .
Zgłosiłam przepis na łososia pod pierzynką z kaszy gryczanej z musem z bakłażana i ... zapomniałam o sprawie. Do czasu. Bo okazało się, że organizatorzy nie zapomnieli i najpierw zostało zakwalifikowane do konkursu a potem przeszło do drugiego etapu. I przepis wygrał, o czym dowiedziałam się gdy dostałam maila, będącego całkowitym zaskoczeniem, z informacją o wygranej.
A wygrana to warsztaty kulinarne w hotelu Warszawa w Augustowie. Radość z wygranej była ogromna, choć z biegiem czasu zamieniała się w zdenerwowanie. Augustów to jakieś 400 kilometrów ode mnie. I jak dojechać na miejsce? Ale uczestniczkami tych warsztatów były też dziewczyny z Zielonej Góry. No skoro One dadzą radę, to ja nie? Jadę! O tym, że znaleźć połączenie było nie lada sztuką może opowiedzieć Wam Jacek, który logistycznie planował mi podróż. Wybraliśmy najlepszą opcję czyli start o 2:10 nad ranem. Tak więc całą noc spędziłam w podróży z rozlicznymi przygodami po drodze. A to zamknięty dworzec autobusowy w Warszawie, a to kierowca autobusu nie znający trasy albo augustowski taksówkarz liczący za drogę do hotelu dwadzieścia złotych (co ciekawe z powrotem to już tylko dziesięć, chyba dostałam 50% zniżki dla stałych klientów) i jeszcze kilka innych. Suma summarum, dotarłam do Augustowa około południa. I wiecie co?  Warto było jechać całą noc z przesiadkami. Bo to cudowne miejsce. Hotel jest położony nad samym jeziorem Necko. Widok z okna był przecudny!


W drodze do pokoju spotkałam Marcina Budynka, który opowiedział mi o tym co warto odwiedzić i o urokach tego miejsca. Dlatego postanowiłam wybrać się na spacer. A że jeden obraz jest wart tysiąca słów zobaczcie sami...










A po spacerze krótki odpoczynek bo wieczorem byliśmy zaproszeni przez organizatorów na kolację powitalną, która przeciągnęła się do późna.


A rano śniadanie w formie szwedzkiego stołu.

Powiem tak, hotel ma trzy gwiazdki ale za standard i profesjonalizm oraz podejście do gości należą mu się co najmniej cztery.
Po śniadaniu, clou programu czyli warsztaty. Było SUPER!! Ale o tym opowiemy Wam następnym razem.W najbliższym   czasie  pojawią się  przepisy  na  blogu które Wam serdecznie  polecam
W każdym razie ten krótki pobyt był pouczający i odprężający, zupełnie jakbym tam spędziła bardzo długi, cudowny czas. Przyjechałam tam jako gość a wyjeżdżałam jako przyjaciel.
Prześlij komentarz